Maciej Uhlig TW Biedronka

Maciej Uhlig nr rej. 52433, TW „Biedronka”

Został pozyskany do współpracy z SB na zasadzie „współodpowiedzialności obywatelskiej” w 1983 r. Zatrudniony w Centrum Techniki Obliczeniowej UŚl, z wykształcenia fizyk.

Uhlig do 13 grudnia 1981 r. był wiceprzewodniczącym uczelnianej „S”. Tak go wówczas charakteryzowała SB: „Aktywnie uczestniczył we współorganizowanych przez siebie strajkach, wspierał NZS, redagował pismo „Solidarność Uniwersytecka” i prezentował wrogi stosunek do PZPR”.

Został internowany 13 grudnia 1981 r. i osadzony w ZK Jastrzębie.

Mimo licznych pisanych odwołań od decyzji o internowaniu i próśb o zwolnienie przetrzymywano go w „internacie” do 27 maja 1982 r. Naczelnik Wydziału III Zbigniew Goraj podpisał w tym dniu wniosek o uchylenie internowania, stwierdzając, że Uhlig nie jest zainteresowany działalnością polityczną i związkową, a jedynie pracą na uczelni i rodziną. Skonstatował, że dalszy pobyt „w otoczeniu ekstremalnych działaczy „Solidarności” w ośrodku odosobnienia może spowodować reorientację prezentowanych poglądów”.

Według przygotowującego materiały do werbunku st. kpr. Zbigniewa Witkowskiego, Uhlig w czasie rozmowy (przed pozyskaniem) zachowywał się spokojnie, na pytania odpowiadał rzeczowo i wyraził chęć utrzymania kontaktu.

W CTO (Centrum Techniki Obliczeniowej) sekcja III Wydziału III-1 prowadziła sprawy na Romana Zająca („Niewidomy”) i Adama Gryłkę („Programista”). Uhlig miał ich „zabezpieczać i przekazywać uprzedzające dane o ich zachowaniu”. Utrzymywał z nimi kontakty w miejscu pracy, a przed wprowadzeniem stanu wojennego czynnie współdziałał z nimi w ramach NSZZ „S”.

Do werbunku doszło 23 maja 1983 r. Uhlig napisał własnoręcznie zobowiązanie i przyjął pseudonim „Biedronka”. W czasie pierwszej rozmowy z SB przekazał informacje na temat Gryłki, Zająca i Jelonka.
W toku współpracy doszło ogółem do 12 spotkań, w ich trakcie TW sporządził pisemne informacje. Na spotkania przychodził punktualnie, nie złamał zasad konspiracji. Nie otrzymywał wynagrodzenia.

Esbek pisał:
„Tw ps. «Biedronka» nie ma oporów przed kontynuowaniem współpracy. Jego stosunek do obecnej rzeczywistości społeczno-politycznej jest pozytywny. Tw ps. «Biedronka» ocenić należy jako źródło sygnalizacyjne, nie ma możliwości realizowania zadań operacyjnych” .

W 1988 r. jego oficer prowadzący stwierdzał, że osoby w operacyjnym zainteresowaniu SB zwolniły się z CTO, a spotkań z TW odbyło się łącznie 20.
Współpracę z Uhligiem zakończono 4 listopada 1988 r.

Mgr Uhlig przysłał do mnie dziś oświadczenie:

Oświadczam, że zgodę na współpracę ze Służbą Bezpieczeństwa podpisałem wiosną 1982 r. w Ośrodku Internowania w Jaworzu k. Drawska, w zamiarze osiągnięcia korzyści, polegającej na zwolnieniu z obozu internowania i przywróceniu mi wolności. Fakt, że deklarację współpracy z SB podpisałem w warunkach pozbawienia wolności, świadczy jednoznacznie o tym, że było to świadome i zamierzone oszustwo, nie mające na celu wspomagania upadającej komunistycznej władzy. W planie tego oszustwa założyłem, że współpracę z SB zakończę tak szybko, jak to tylko będzie możliwe, w międzyczasie nie szkodząc „Solidarności”, w której do 13 grudnia 1981 r. działałem. Moje kontakty z SB zostały zakończone w roku 1983 lub 1984, chociaż chciałem je zakończyć już w roku 1982.
====================================================================================
28.02.2009 r. – poprawiłem dr Uhlig na mgr Uhlig, zgodnie z życzeniem wyrażonym w mailu
>>”Dr Uhlig …” – nie jestem doktorem. jestem tylko magistrem i nawet niekoniecznie trzeba o tym pisać. MU

Już wiadomo Who`s who cz.1

Komisja Historyczna badająca „uwikłanie” naukowców i studentów Uniwersytetu Śląskiego we współpracę ze Służbą Bezpieczeństwa, z niewiadomych powodów nie zdecydowała się na ujawnienie nazwisk szpicli. W swoim tzw. Raporcie z pierwszego etapu pracy, lituje się nad konfidentami, nie publikując ich nazwisk, ale jedynie ich esbeckie pseudonimy.

Pora nadrobić to „niedopatrzenie”. Poniżej cześć pierwsza wykazu, czyli nazwiska TW z niektórych wydziałów UŚ.
Wydział Mat-Fiz-Chem:

TW „Stefan” – prof. Ryszard Mańka;
„Janka” – Irena Wistuba;

Nie wiem, dlaczego nie znaleźli się wśród nich:
prof. dr hab. Józef Śliwiok TW „Romanowski”;
dr Witold Kowalski – TW „Jan”;

Wydział Nauk o Materiałach i Informatyki (WT):
TW „Sokrates” – prof. Henryk Morawiec;

Wydział Nauk o Ziemi:
TW „Roman” – dr Jerzy Nita;

Raport komisji o agenturze na UŚl.

Komisja Historyczna badająca na Uniwersytecie Śląskim, kto z pracowników uczelni współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa, sporządziła swój pierwszy raport. Wynika z niego, że niemal na każdym wydziale uczelni SB miała swoich agentów. Na niektórych – nawet kilkunastu.

Według stanu na 31 grudnia 1978 r. wszystkie wydziały operacyjne katowickiej SB wykorzystywały ogółem 2621 TW. Wśród nich 110 było naukowcami oraz wykładowcami szkół wyższych i średnich, zaś 187 studentami i uczniami.
Komisja Historyczna została powołana przez Senat uczelni w kwietniu 2007 roku. Są pierwsze efekty jej działalności.

Prowadząc badania w archiwach Instytutu Pamięci Narodowej przedstawicielom komisji udało się odnaleźć teczki tajnych współpracowników bezpieki, które nie zostały zniszczone do 1990 r. Część z nich ocalała tylko dzięki temu, że zostały zmikrofilmowane.

Z raportu Komisji wynika, że najwięcej tajnych współpracowników SB miała na wydziale filologicznym . Raport Komisji podaje pseudonimy i krótkie charakterystyki kilkunastu z nich. Z dokumentów wynika, że agentami bezpieki na tym wydziale byli następujący pracownicy naukowi i studenci tegoż wydziału: „Arski”, „Rafał”, „Władysław”, „Irek”, „Jaś”, „Adam”, „Lester”, „Lucjan”, „Pablo”, „Wojtek”, „Zbyszek” i „Sandra”.

Aktywnym współpracownikiem SB od 1979 roku był „Pablo”. Donosił przez dziewięć lat. To osoba z romanistyki, o czym świadczy fakt, że dostawał zadania na temat ośrodków naukowych na Zachodzie Europy. „Specjalizował” się w tych we Francji oraz śledzeniu pracowników naukowych francuskich i polskich (czyli swoich kolegów), przebywających na stypendium we Francji. „Pablo” złożył kilkadziesiąt donosów i był systematycznie wynagradzany przez SB. „Arski” jest anglistą. Donosił m.in. na lektorów języka angielskiego zatrudnionych w Instytucie Anglistyki i osoby z UŚ wyjeżdżające na stypendia. Podczas pobytu w USA był przez FBI podejrzewany o współpracę z wywiadem PRL, i ledwo uniknął deportacji.

Z kolei TW „Rafał”, był studentem polonistyki, kiedy pracował dla SB w latach 1975-1978. Charakteryzowano go jako aktywnego współpracownika, a jego donosy były cenne dla bezpieki. Donosił m.in. na Ireneusza Opackiego.

Na Wydziale Matematyki, Fizyki i Chemii Komisja doliczyła się, jak na razie, dwóch TW o pseudonimach „Stefan” i „Janka”. Ten pierwszy agent został zwerbowany w 1983 roku. Do 1990 r. donosił o pracownikach Instytutu Fizyki. „Janka” podjęła współpracę z SB w tym samym czasie, podpisała zobowiązanie o zachowaniu w tajemnicy rozmowy z esbekiem. „Sokrates” był najprawdopodobniej jedynym agentem na dawnym Wydziale Techniki UŚ. Ten naukowiec donosił o kolegach i sprawach wydziału. Współpracę z SB rozpoczął w 1978 r. i po roku została przerwana.

Duże „nasycenie” szpicli było na Wydziale Nauk Społecznych. Komisja dotarła do teczek personalnych siedmiu agentów o pseudonimach: „Polański” (zbieżność pseudonimu TW z nazwiskami dwóch pracowników wydziału filologicznego miała przy okazji zdyskredytować te osoby), „Szpornas”, „Jeremi”, „Piotr”, „Wiktor”, „Ksawery” i „Stanisławski”. Do najbardziej cennych agentów należeli „Polański”, „Piotr” i „Wiktor”.

Bezpieka nie mogła pominąć w swoich działaniach operacyjnych Wydziału Prawa i Administracji. SB nie tylko inwigilowała naukowców tego wydziału, ale niektórym pomagała w karierze. Tak było w przypadku TW „Andrzej”, który z SB współpracował ponad 20 lat! – do 1990 r. W archiwum zachował się m.in. pismo z 1 maja 1971 r. naczelnik Wydziału III katowickiej SB wnioskował do I zastępcy komendanta wojewódzkiego MO ds. SB pułkownika Stanisława Opitka o „udzielenie pomocy ob. A.N., studentowi IV roku Wydziału Prawa Uniwersytetu Śląskiego, przy ubieganiu się o przyjęcie na staż asystencki”. Prośba oczywiście została rozpatrzona pozytywnie. „Andrzej”, którego kariera rozwinęła się do tego stopnia, że został profesorem prawa, donosił również na Waleriana Pańkę.
To dzięki donosom „Andrzeja” na temat życia prywatnego jednego z wykładowców, tego ostatniego SB zwerbowała jako TW „Wisz”.

TW „Rzecznik” współpracował krótko – przez pół roku od grudnia 1981. Jednak jego donosy pozwoliły SB na wszczęcie kilku spraw, głównie przeciwko zdelegalizowanej wówczas „Solidarności”.

Na razie nie udało się Komisji dotrzeć do dokumentów, które byłyby dowodem na zwerbowanie przez SB swoich informatorów na Wydziałach Biologii i Ochrony Środowiska i Pedagogiczno-Artystycznym w Cieszynie. Na wydziale pedagogiki i psychologii natrafiono na ślad TW „Jadwiga” i „Rwa”, którzy nie byli jednak aktywni i raczej udawali współpracę.
Jaki będzie los pracowników naukowych UŚ, którzy w przeszłości współpracowali z SB? – Część osób, co do których zachowały się dowody na ich agenturalna przeszłość, zrezygnowała z piastowanych stanowisk, część odeszła. Jednak Jego Magnificencja Rektor wobec byłych TW nie ma absolutnie żadnych sankcji, bo takie jest prawo – stwierdza prof. Krystyna Heska-Kwaśniewicz.

Tomasz Szymborski

ps. Komisja zamieszcza w swoim raporcie jedynie pseudonimy. Większość z nich została już „odkryta” na tym blogu. Dziwi mnie, że Komisja nie ujęła w swym sprawozdaniu wszystkich TW działających na uczelni.

Józef Śliwiok TW „Romanowski” nr ewid. 15629

Józef Śliwiok został zarejestrowany jak Tajny Współpracownik „Romanowski” w czasach, kiedy był docentem w katedrze chemii nieorganicznej Uniwersytetu Ślaskiego.
SB zwróciła uwagę na J. Śliwioka 15 lipca 1968 r. Wtedy to funkcjonariusz SB kpt. Jan Benbenek z Wydziału II SB czyli kontrwywiadu, napisał notatkę służbową dotycząca jego rozmowy z dr Śliwiokiem, w celu zorientowania się co do jego możliwości współpracy z SB. Śliwiok udzielił informacji o swej żonie, o sobie. Opisywał swe kontakty zagraniczne (był członkiem międzynarodowych towarzystw badawczych, zapraszano go na Zachód). Z USA otrzymał kilkaset próśb o przesłanie odbitek swych artykułów. Stwierdził, że jego pracami interesuje się NASA.
Do całkowitego związania naukowca z SB było jeszcze daleko. na razie obie strony „poznawały się”.

Do rozmowy werbunkowej doszło w hotelu „Katowice”. Rozmowa dotyczyła badań prowadzonych przez Śliwioka. Udzielił chętnie informacji o zainteresowaniu jego pracami ze strony zagranicznych placówek naukowych. Kpt. Benbenek stwierdził, że „wymieniony może oddać usługi Sł. Bezpieczeństwa na styku z cudzoziemcami, ich zainteresowań[iami], oceny prowadzonych prac naukowych z chemii na U. Śląskim”.

Jako cel przyszłego pozyskania wymieniono kontrolę publikacji naukowych pod względem zabezpieczenia tajemnicy państwowej (docent Śliwiok oceniał wartość publikacji jako sekretarz naukowy publikacji UŚl. z zakresu chemii), ponadto, „jako uznana sława ma naturalne możliwości styku z naukowcami obcych państw na Zjazdach i Sympozjach naukowych w kraju i za granicą”. Zamierzano dzięki niemu zbierać informacje o zainteresowaniu obcych środowisk naukowych „polską myślą twórczą”.

Pozyskać go zamierzano odwołując się do lojalności wobec PRL i ambicji, ze polska myśl naukowa jest nie gorsza niż zachodnia. Ciekawa była metoda werbunku: „przez stopniowe pozyskiwanie w formie odbywania spotkań, punktem kulminacyjnym będzie przekazanie w/w konkretnych zadań na odbywający się w Warszawie Międzynarodowy Zjazd Chemików w którym weźmie udział” .
Do pozyskania doszło 27 września 1969 r. w Hotelu „Katowice”. Odbyto już do tej pory co najmniej dwa spotkania ze Śliwiokiem, na których przekazał szereg istotnych informacji. Dotyczyły zainteresowania pracami naukowymi ze strony Philipsa, Siemensa i Departamentu Wojskowego USA, pracowników uczelni. Złożył też sprawozdanie z przebiegu Kongresu Chemii. Śliwiok wybrał sobie pseudonim „Romanowski”, funkcjonariusz nie odebrał od niego zobowiązania .
Śliwiok nie chciał jednak składać pisemnych raportów. Wszystkie informacje na spotkaniach przekazywał ustnie. Jakakolwiek próba nakłonienia go do pisania raportów lub podpisywania zadań, spotykała się ze sprzeciwem. Jednak informacje od niego były na tyle cenne, że prowadzący go wówczas kpt. E Cichopek z Gr IV Wydziału III zwrócił się do przełożonych z prośbą o zachowanie dotychczasowej formy współpracy.

Oceniano go wysoko, był ukierunkowany na inwigilację wydziału Mat-Fiz-Chem .
Dziesięć lat później przydatność „Romanowskiego” SB oceniała nadal bardzo wysoko. Przekazał szereg wartościowych operacyjnie informacji, a w lutym 1977 r. na podstawie jego informacji założono SOS „Molekuła”. Jednak za współpracę nie otrzymywał gratyfikacji. Na ostatnim spotkaniu z SB w 1978 r. z okazji imienin otrzymał paczkę delikatesową wartą 1458 zł.

11 listopada 1978 r. Śliwiok poinformował oficera SB, że miesiąc wcześniej został przyjęty do PZPR. W związku z tym, że „zgodnie z obowiązującymi przepisami współpraca z t.w. nie może być kontynuowana”.
28 grudnia 1978 r. współpraca została rozwiązana.

Witold Kowalski TW JAN

dr hab. Witold Kowalski
nr rejestracyjny 24904.

Chemik, został zwerbowany przez SB w maju 1977 roku w Hotelu „Katowice”. Donosił m.in. na prof. dr hab. Aleksandra Ratajczaka (chemika) oraz doc. Edwarda Kluka (fizyka).

Oficerem prowadzącym TW JAN był kapitan Zdzisław Kozłowski z Wydziału III katowickiej SB. Tak oceniał swego agenta: „Materialista, nawiązanie kontaktów uzależnia od ewentualnych korzyści materialnych”. I takowe SB swemu agentowi zapewniało.

Kowalski został wyeliminowany z czynnej sieci TW, bo w styczniu 1979 roku wstąpił do PZPR. O dziwo – nie zastosowano wobec W. Kowalskiego zastrzeżenia w postaci zakazu wyjazdów zagranicę.
Obecnie jest profesorem Akademii im. Jana Długosza w Częstochowie.

Lustracja a la Uniwersytet

Naukowcy są jak dzieci. Udają że jeżeli o czymś się nie mówi, to nie ma tematu. Tak jest z lustracją akademików. Niektórzy najchętniej doprowadziliby do zamknięcia archiwów IPN przed badaczami i dziennikarzami.

To spośród środowisk akademickim wziął początek „ruch antylustracyjny” i przeświadczenie, że lustracja jest passe, niemodna a zajmowanie się nią jest jak puszczenie bąka w salonie pełnym gości…
Nazwiska Tajnych Współpracowników Służby Bezpieczeństwa donoszących na kolegów z uczelni są znane od ponad dwóch lat. Wtedy opinia publiczna dowiedziała się po raz pierwszy, że agentem SB o pseudonimie „Piotr”
był Jan Iwanek, obecny profesor UŚ i szef Instytutu Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu Śląskiego. Był w latach 70. studentem, ale nie miał żadnych rozterek przed informowaniem SB o nastrojach we własnym środowisku czy relacjonowaniu zagranicznych wyjazdów. Na jego nieszczęście w archiwum IPN zachowała się teczka agenta TW „Piotr” i wynika z niej że donosił ideologicznie, ale pieniądze od SB brał.
Paradoksalnie właśnie ideologia czyli PZPR pozwoliła agentowi zakończyć oficjalną współpracę z SB. „Swoich” nie wypadało angażować do donoszenia.
Iwanek nie stałby się ikoną antylustracji, gdyby nie to, że wielokrotnie wypowiadał się przeciwko lustracji środowiska naukowców.
Czyli swojego środowiska. Czy dlatego, że starał się ochronić siebie?
Profesor twierdzi, że trzydzieści lat temu nic złego nie robił. To dlaczego on i jemu podobni nie dokonali publicznej ekspiacji? Czyżby do tego stopnia czuli się zobowiązani do zachowania tego faktu w tajemnicy, bo tak pouczał ich oficer prowadzący z SB?
Od kilku lat na Uniwersytecie Śląskim działa senacka komisja, której zadaniem jest zbadanie w jakim stopniu naukowcy i pracownicy uczelni zeszmacili się donoszeniem SB na kolegów i jakie było źródło ich postawy? Czy tacy TW „Piotr”, „Rafał”, „Romanowski”, „Biedronka”, „Andrzej” zostali złamani czy traktowali współpracę z bezpieką jako trampolinę do kariery? Komisja pracuje, bada dokumenty. Raport będzie gotowy, ale nikt nie wie, kiedy. Jego publikacja będzie zależeć od woli Senatu UŚ. Wszak osoby z towarzystwa z grzeszków swoich kolegów nie będą robić igrzysk…

Do Siego Roku!

Wszystkim Czytelnikom tego bloga życzę wszystkiego dobrego w 2009 roku.

A tym z TW z Uniwersytetu Śląskiego, którzy mieli nadzieję, że nikt nie dowie się o ich brudnej przeszłości, chcę uspokoić, że o nich nie zapomniałem.

Wkrótce na tym blogu sylwetki kolejnych szpicli – z chemii, fizyki i filologii wszelakich.

Bezkarność szpicli

Arkadiuszowi Nowakowi, profesorowi prawa UŚ, który przez ponad 20 lat współpracował z SB jako Tajny Współpracownik „Andrzej” Komisja Historyczna, powołana przez Senat uczelni nic nie zrobi.

Agent bezpieki z profesorskim tytułem nie będzie musiał składać żadnych wyjaśnień w sprawie swojej współpracy z SB.
Mało tego… Jak mnie poinformowała rzecznik Uniwersytetu Śląskiego, „Z dniem 1 października 2008r. prof. Arkadiusz Nowak powrócił do pracy na WPiA. W przyszłym tygodniu ma złożyć wniosek o przejście na emeryturę.”

Innymi słowy – Nowak idzie na emeryturę z honorami, nic się nie stało! Tak, jak nikomu nie przeszkadza na UŚ, że od roku, kiedy przebywał na urlopie zdrowotnym z uczelni, Arkadiusz Nowak pracował w GWSH! Mimo, że art. 134 ust. 10 Ustawy Prawo o Szkolnictwie Wyższym stanowi jasno w tej materii: „Pracownicy korzystający z płatnych urlopów, o których mowa w ust. 1-5, nie mogą w tym czasie wykonywać pracy w ramach stosunku pracy ani prowadzić działalności gospodarczej na własny rachunek”.

Tadeusz Wilczok TW „Andrzej”

Były rektor Śląskiej Akademii Medycznej w Katowicach oraz doktor honoris causa tej uczelni prof. dr hab. Tadeusz Wilczok http://dokument.sum.edu.pl/biogramy.asp?idb=9727 przez 24 lata był Tajnym Współpracownikiem SB o pseudonimie „Andrzej” (nr ewid. 39221).

T. Wilczok rozpoczął studia na Wydziale Chemicznym Politechniki Wrocławskiej. Po dwóch latach ze względu na likwidację tego typu studiów we Wrocławiu, przeniósł się do Katowic i ukończył ten kierunek na Wyższej Szkole Pedagogicznej (poprzedniczce Uniwersytetu Śląskiego).

Do werbunku Tadeusza Wilczoka jako agenta SB doszło 7 grudnia 1959 r.
Wilczok został zwerbowany przez oficera kontrwywiadu kapitana Jana Kaczmarczyka do rozpoznania sprawy agenturalnego sprawdzenia krypt. „Fimila”. Figurantem w tej sprawie, czyli osobą rozpracowywaną na która donosił m.in. Wilczok, był Jan Boronowski, ówczesny szef Amatorskiego Klubu Filmowego „Śląsk” w Katowicach. Boronowskiego SB podejrzewała o działalność szpiegowską.

„Mimo tego że zawerbowany był wykorzystywany w tej sprawie jako kontakt służbowy i odnosił się do tego zupełnie poważnie, okazując się być szczerym, to jednak zachodziła zupełnego związania go ze SB, z uwagi na charakter sprawy i powierzenie mu poważnych zadań w tej sprawie. Dotychczasowy kontakt z werbowanym pozwolił nam na rozpoznanie prawie całego środowiska figuranta. Na podstawie jego informacji założono sprawę operacyjną w stosunku do 11 aktywnych kontaktów figuranta z ogólnej liczby 60 ujawnionych na podstawie komunikatu „P5” i innych materiałów operacyjnych” – tak potrzebę oficjalnego werbunku Wilczoka już jako Tajnego Współpracownika uzasadniał kapitan Jan Kaczmarzyk – starszy oficer operacyjny Grupy III Wydziału II SB w Katowicach.

W archiwum IPN w Katowicach zachowało się na mikrofilmie zobowiązanie do współpracy z SB. Własnoręcznie napisane przez Wilczoka, który przyjął pseudonim „Andrzej”, nosi datę 6.11.1959 r.
W grudniu 1963 roku zapada postanowienie przekazanie TW „Andrzej” do grupy VI Wydziału II celem kontynuowania dalszej współpracy. Powód? „TW nie ma obecnie możliwości pracy po zagadnieniu wywiadu NRF”.

Tadeusz Wilczok robi karierę. Wyjeżdża na stypendia i kongresy, pisze artykuły naukowe publikowane w czasopismach krajowych i zagranicznych. Szczegóły wyjazdów i kontaktów naukowych można przeczytać m.in. tutaj: http://dokument.sum.edu.pl/monogram.asp?idm=2772

Naukowiec wciąż jest związany z SB. W czasie rocznego pobytu Wilczoka na stypendium w USA w lipcu 1965 roku Wilczok współpracuje wtedy z wywiadem PRL. Był „wykorzystywany po zagadnieniu stypendystów”. Innymi słowy – składał doniesienia na temat kolegów, z którymi przebywał i kontaktował się w USA.
Zachowała się też charakterystyka TW Andrzej z 1966 roku – Wilczok był wtedy docentem chemii organicznej zatrudnionym w Instytucie Onkologii w Gliwicach.

„W lipcu 1965 roku wrócił z rocznego stypendium w USA. Przekazał SB charakterystyki polskich stypendystów będących w USA w tym samym czasie (m.in. Wojnarowskiego z Warszawy i Hierowskiego z Poznania)”.
Jak wynika z informacji TW Andrzej „Obaj zachowywali się niewłaściwie prosząc o pomoc materialną rożne instytucje opowiadając o sobie jako o biednych naukowcach. Jednocześnie negatywnie wyrażali się o PRL i panującym ustroju. Ponadto przekazał informacje o stypendystach którzy odmówili powrotu do kraj u – jak np. Gross i Borowska”.

TW Andrzej opracowywał dla potrzeb Grupy VI Wydziału II SB w Katowicach ob. Boronowską, która pozostawała w ich operacyjnym zainteresowaniu. Na początku listopada 1965 roku „Andrzej” poznał się z Karwackim, figurantem sprawy „Matador”, prowadzonej przez Grupę I Wydziału II.
„Przekazywał na jego temat informacje uzyskiwane w czasie bezpośredniej z nim rozmowy. W szczególności, jeżeli chodzi o jego pobyt zagranicą. W czasie spotkań z nami TW sam pyta o nowe zadania dla niego twierdząc przy tym, że osoba która nas interesuje, a on znajdzie jakiś naturalny pretekst do nawiązania z nią znajomości, to taką znajomość może bez większej trudności nawiązać”.

I dalej: „TW Andrzej obawia się dekonspiracji. Spotkania odbywają się w jego gabinecie w Instytucie Onkologii, co gwarantuje całkowitą konspirację ze względu na wielkość instytutu. Będzie wykorzystywany do sprawy >>Matador>Międzynarodową Szkołę i Sympozjum

Arkadiusz Nowak wykłada na GWSH

Profesor prawa z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, który był konfidentem bezpieki o pseudonimie „Andrzej” nadal uczy studentów. Z państwowej uczelni wziął urlop zdrowotny, ale prowadzi zajęcia w prywatnej szkole wyższej.

Prof. dr. hab. Arkadiusz Nowak jest specjalistą w dziedzinie prawa pracy, profesorem Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Nie wiadomo, w jakim stopniu w karierze prof. Nowaka pomógł mu „patronat” SB. Ale taki, co wynika z zachowanych w IPN dokumentów, na pewno był.

Szczegóły tej haniebnej współpracy TW „Andrzej” z SB są opisane poniżej – na tym moim blogu.

Kiedy w „Dzienniku” opisałem w ubiegłym roku karierę Arkadiusza Nowaka, jednego z najbardziej użytecznych agentów SB na Uniwersytecie Śląskim, ten napisał do rektora prośbę o udzielenie rocznego urlopu zdrowotnego. Rektor UŚ Janusz Janeczek zgodził się.

– W czasie trwania urlopu profesor Nowak nie może podejmować pracy na innym etacie. Nie dotyczy to jednak umowy o dzieło – stwierdza Jolanta Talarczyk, rzeczniczka uczelni. Mimo urlopu zdrowotnego na UŚ, profesor Nowak prowadzi zajęcia z prawa pracy w Górnośląskiej Wyższej Szkole Handlowej w Katowicach. Nowak na urlopie zdrowotnym ze swojej macierzystej dostaje taką samą pensję, jaką miał kiedy pracował.

– Prof. dr hab. Arkadiusz Nowak był zatrudniony na podstawie umowy o pracę w Górnośląskiej Wyższej Szkole Handlowej w Katowicach do końca października 2007 r. W obecnym semestrze, jako specjalista z zakresu prawa pracy prowadzi zajęcia w ramach umowy o dzieło, co wynika z wcześniej podjętych zobowiązań – mówi prof. Krzysztof Szaflarski, rektor GWSH. Czy władze tej uczelni nie widzą nic niewłaściwego w sytuacji, że współpracownik SB na urlopie zdrowotnym uczy studentów? – pytam. – Oczekujemy na stanowisko Uniwersytetu Śląskiego, który jest podstawowym miejscem zatrudnienia i macierzystą uczelnią profesora Nowaka – odpowiada rektor GWSH.
– To skandal. Mimo, że Nowak okazał się agentem bezpieki, to bierze pieniądze z naszego budżetu. Jeżeli jest na urlopie zdrowotnym, to nie powinien prowadzić zajęć ze studentami na żadnej uczelni. A jeżeli tak prof. Nowakowi brakuje kontaktu z młodzieżą, to niech idzie na urlop bezpłatny i uczy nawet na kilku prywatnych uczelniach – nie kryje oburzenia jeden z profesorów UŚ.

Dla przypomnienia – jak wynika z dokumentów zachowanych w archiwum IPN karierę donosiciela Nowak rozpoczął w listopadzie 1969 roku. Był wtedy studentem III roku Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Z SB A. Nowak współpracował przez ponad 20 lat. Pod koniec swej „kariery” został nawet konsultantem SB (to najwyższy stopień tajnego zaangażowania we współpracę z policją polityczną PRL) i pisał ekspertyzy dla bezpieki.

Nowak napisał kilkaset donosów. Dzięki niektórym możliwe było złamanie wielu dobrze zapowiadających się karier naukowych. TW „Andrzej” już w latach 70. donosił m.in. na Waleriana Pańkę (działacz opozycji, internowany w stanie wojennym, a w latach 90 – prezes Najwyższej Izby Kontroli) i prof. Wiesława Chrzanowskiego, współpracownika Prymasa Polski kard. Stefana Wyszyńskiego, a później założyciela ZChN. Donosy TW „Andrzej” umożliwiły bezpiece znalezienie „haków” na prof. Jana Grabowskiego i jego późniejszy werbunek jako agenta (TW „Wisz”). W archiwum IPN zachowały się pokwitowania przyjętych przez Nowaka pieniędzy (w sumie kilkadziesiąt tysięcy złotych) oraz prezentów.